Mamy zbiornik pełen wody, kupujemy w markecie najtańszą pompę zanurzeniową za 150 zł, podłączamy węża, a tu… rozczarowanie. Woda ledwo leci, zraszacz wahadłowy ani drgnie, a myjka ciśnieniowa dławi się powietrzem.
Dlaczego tak się dzieje? Bo pompy dzielą się na te do przepompowywania (dużo wody, małe ciśnienie) i te do podlewania (duże ciśnienie). Klienci nagminnie kupują te pierwsze do celów, do których się nie nadają.
Czym różni się pompa zatapialna od pompy ciśnieniowej?
Zwykła pompa zatapialna („do wody brudnej”) służy do szybkiego opróżniania wykopów i daje ciśnienie zaledwie 0,5-0,8 bara, co jest za mało dla zraszaczy, które wymagają minimum 2-3 barów.
To kluczowa różnica.
-
Pompa „szambowa” / drenażowa: Ma wirnik, który „miele” wodę. Potrafi przepompować 10 000 litrów na godzinę, ale nie potrafi wytworzyć ciśnienia. Podniesie wodę z piwnicy na trawnik, ale nie przepchnie jej przez 50 metrów węża ogrodowego z sikawką.
-
Pompa ciśnieniowa (wielostopniowa): Ma kilka wirników ułożonych jeden nad drugim. Działa jak turbina. Daje mniejszy przepływ, ale wysokie ciśnienie (np. 4-5 barów). Taka pompa bez problemu zasili system nawadniania kropelkowego i zraszacze.
Czy automat sterujący (hydrofor) jest konieczny?
Tak, do wygodnego podlewania niezbędny jest automat sterujący (presostat), który włączy pompę w momencie naciśnięcia pistoletu zraszającego i wyłączy ją po zakręceniu wody, chroniąc też przed pracą na sucho.
Bez automatu obsługa wygląda tak: biegniesz do gniazdka, włączasz wtyczkę, biegniesz do węża, podlewasz, biegniesz wyłączyć wtyczkę. To męczarnia. Automat sprawia, że pompa działa jak sieć wodociągowa. Odkręcasz kran – leci. Zakręcasz – pompa staje. Dodatkowo automat wykrywa, gdy w zbiorniku skończy się deszczówka i wyłącza pompę, żeby się nie spaliła (zabezpieczenie „dry-run”).
Czy pompę można zostawić w zbiorniku na zimę?
Każdą pompę należy wyjąć ze zbiornika na okres zimowy, osuszyć i przechować w dodatniej temperaturze, ponieważ zamarzająca woda w korpusie pompy rozsadzi ją i zniszczy uszczelnienia.
Nawet jeśli zbiornik jest zakopany głęboko, pokrywa jest słabym punktem termicznym. Mróz może wejść do środka. Pompy wielostopniowe są precyzyjnymi urządzeniami. Lód wewnątrz wirnika to wyrok śmierci dla sprzętu. Wyciągnięcie pompy jesienią to 5 minut roboty, a oszczędność kilkuset złotych.
Podsumowanie
Nie kupuj pompy „na wygląd” ani na cenę. Do podlewania ogrodu szukaj urządzeń opisanych jako „pompy ciśnieniowe”, „do hydroforu” lub „wielostopniowe”. Tanie „nurki” zostaw do wypompowywania wody z zalanej piwnicy – tam są niezastąpione.
Artykuł napisany wraz z https://dometric.pl/
Artykuł sponsorowany